Początek wiosny Nowym Rokiem!

scroll

Początek wiosny to skuteczniejszy moment na realizację postanowień Noworocznych.

Większość postanowień noworocznych (około 80 %) kończy swoją egzystencję już w lutym. Większość z nas zna to z autopsji. Decyzje podejmowane są na fali swoistej psychozy intencji poprawy po ekscesach świątecznych* i sylwestrowych, podsycane całą masą treści medialnej, powodującej owczy pęd u ambitnych przedstawicieli populacji. Jeśli spojrzymy na to zjawisko z dystansu to uderza nas absurd sytuacji. Bynajmniej nie samej intencji poprawy, ale momentu jej realizacji.

Timing is everything

Powiedzenie “Timing is everything” w tym przypadku trafia w samo sedno problemu…

W samym środku zimy, kiedy nasza energia jest nastawiona na przetrwanie, a większość społeczeństwa baluje (karnawał!) lub/i dotyka dna swojej zimowej depresji – herosi zmiany przystępują do akcji… Nie chcę w żadnym wypadku poniżać tu silnej woli, która cnotą człowieka jest od wieków, ale dlaczego sami tworzymy sobie przeszkody i zasadzki i brutalnie mówiąc strzelamy sobie w piętę. Mam wrażenie, że dotykam tu wierzchołka góry lodowej problemu samorozwoju i aby nie pogubić się w metaforach narysuję wam komiks. Oczyma wyobraźni rzecz jasna…

Widzimy górę lodową, piękną, wysoką, pokrytą śniegiem. Naszym celem nie jest zdobycie góry, ale spłynięcie na dół, w zdrowiu i radości. Jakimś cudem dotarliśmy na jej wierzchołek, z którego rozpościera się przepiękny widok. Wschodzi słońce. Widzimy łańcuch szczytów, a na każdym z nich inni zdobywcy machają do nas. Wokół zamarznięty las iglasty, a w jego gęstwinie majaczą źródła rzeki.

Ruszamy się intensywnie, bierzemy serię głębokich oddechów i zanurzamy w wodzie. Jesteśmy spokojni i nie panikujemy. Jak w stanie nieważkości kręcimy się wokół własnej osi i zaczynamy spływać. Wschodzące słońce rozgrzewa nas i topi lód. Pokonujemy kolejne zakręty, spływamy łagodnie wśród budzącej się do życia przyrody. W końcu dopływamy do jeziora. Jest ciepło. Wychodzimy i otrząsamy się niczym pies w slow motion. W oddali słyszymy szum wodospadu, ale to już inna historia.

A teraz wyobraźmy sobie, że kilka miesięcy wcześniej próbujemy ześlizgiwać się na golasa po pokrytych lodem zboczach. Bolesne. Tylko prawdziwi herosi o twardych sercach i d…ch są w stanie tego dokonać…Większość z nas nie daje rady. Zabierają nas na dół helikoptery dobrej zabawy, używek i lenistwa. Kolejna góra na horyzoncie to wakacyjna forma, atrakcyjny wygląd, nowe postanowienia i projekty. Nie wypełniając naszych postanowień wpadamy w dół. Cierpi nasza samoocena, czujemy się bezsilni i pozbawieni kontroli nad swoim życiem, a nie tak to miało wyglądać. Chcieliśmy być pełni inspiracji i inspirować innych.

Kiedy jest najlepszy czas na zmiany?

Wróćmy zatem do początku. Cyklicznie wracamy, tak jak i nasi przodkowie. Analizujemy swoje życie i próbujemy je poprawić, dać sobie większe szanse w przyszłości. 

Czytamy najważniejszą księgę życia – obserwujemy przyrodę. To tutaj zapisane są najskuteczniejsze drogi przemiany i ewolucji. Jeśli brakuje nam pewności co do interpretacji naszych obserwacji, albo co gorsza nie mamy już czego obserwować to zwróćmy naszą uwagę w stronę mędrców przeszłości. (Egipcjanie, Buddyści, Chrześcijanie)…

Kiedy jest najlepszy czas na zmiany? To bez wątpienia wiosna. Okres sprzyjający podejmowaniu wyzwań i dobrze zaprojektowanych przedsięwzięć. Jeśli iskra zmiany zatliła się w Nowy Rok to bardzo dobrze. Musimy kultywować ten ogień, inteligentnie (znając siebie) zaplanować sobie cele i przygotować odpowiedni rytuał, który skutecznie wdroży nas w nowy świat, podróż, rozpocznie przygodę ku lepszemu życiu w lepszym towarzystwie.

Polecamy początek wiosny. Przygotujmy się, zapiszmy wszystkie kroki i spodziewane efekty. Wyobraźmy sobie uczucia towarzyszące nam, gdy pokonujemy kolejne zakręty wyznaczonej trasy. Teraz nie pozostaje nam nic innego, jak rozpocząć przygotowania. Do zobaczenia na szczycie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *